MAGAZYN BRANŻY GEMMOLOGICZNEJ I JUBILERSKIEJ

ARTYKUŁY

Artykuły » Gems & Jewelry Numer 2 » Turkus

Turkus

Tekst: Edward Rakowicz, Rzeczoznawca Inspekcji Handlowej ds. jubilerstwa i gemmologii. Zdjęcia: T. Sobczak, N. Sobczak, Rzeczoznawstwo kamieni szlachetnych

Turkus jest od lat jednym z najmodniejszych kamieni na polskim rynku jubilerskim. Intensywna barwa charakterystyczna nawet dla kamieni o niewielkich wymiarach

Turkus jest od lat jednym z najmodniejszych kamieni na polskim rynku jubilerskim. Intensywna barwa charakterystyczna nawet dla kamieni o niewielkich wymiarach

powoduje ich masowe zastosowanie do produkowania poszukiwanych dzisiaj drobnych pierścionków i innych wyrobów jubilerskich.

Niestety coraz częściej słyszy się o oszustwach i nieuczciwych transakcjach związanych z tym kamieniem. Kilka zawartych poniżej uwag uchroni czytelników od niemiłej pomyłki i przybliży wiedzę o turkusie oraz coraz doskonalszych jego współczesnych imitacjach oraz naśladownictwach.

Badanie i identyfikacja turkusu przysparza coraz więcej trudności nawet gemmologom. Przyczyną tego stanu rzeczy jest przede wszystkim brak odpowiednich przyrządów w wielu pracowniach, które ograniczają w znacznym stopniu możliwość przeprowadzenia kompleksowych badań diagnostycznych. Dodatkowo sprawę utrudniają wciąż nowe metody ulepszania oraz nowe substytuty, których odróżnianie wymaga stosowania specjalnych metod badawczych.

NATURALNE IMITACJE TURKUSÓW

Już w roku 1896 Max Bauer w swojej pracy ,,Edelsteinkunde” (Wiedza o kamieniach szlachetnych) opisał ulepszone turkusy oraz znane już wówczas imitacje tego kamienia. Mylono go dość powszechnie z niektórymi substancjami naturalnymi oraz podobnymi w barwie odmianami zupełnie innych minerałów. 

Na przykład odontolit był nazywany turkusem zębowym – turkusową barwę nadawał mu w tym przypadku naturalny roztwór żelaza i miedzi. Niebieską do niebiesko–zielonej stawała się też specjalnie barwiona kość słoniowa, a niektóre odmiany lazulitu i waryscytu przypominały turkus bez żadnych dodatkowych zabiegów. Wymienione wyżej substancje można z łatwością odróżnić od turkusu poprzez zbadanie ich gęstości. Dawniej nie przywiązywano jednak do tych dociekań większej wagi. Dzisiaj, dzięki stosowaniu coraz doskonalszych metod ulepszania oraz wciąż nowych substytutów, wymienione wyżej substancje zostały już prawie całkowicie wyparte z rynku.

TURKUSY PARAFINOWANE

Jedną z najlepszych znanych metod poprawiających jest parafinowanie. Stosuje się je tylko do ulepszania najcenniejszych turkusów, ponieważ ten stosunkowo prosty zabieg nie wymaga ich sztucznego ,,hartowania”. W tym celu topi się parafinę i podgrzewa do 70–800 ° C. Do takiej kąpieli wkłada się gotowe (szlifowane i polerowane) i starannie wysuszone kamienie. Już po kilku minutach daje się zaobserwować nierównomierne pogłębienie barwy turkusów, przechodzące po upływie pewnego czasu w zabarwienie równomierne. Z chwilą, gdy kamienie uzyskają jednolitą barwę, należy wyjąć je z kąpieli parafinowej i za pomocą miękkiej szmatki usunąć nadmiar parafiny. 

Porównanie turkusów parafinowanych z naturalnymi pozwala zauważyć, że kamienie parafinowane posiadają intensywniejszą barwę i połysk powierzchni. Zasklepiają się ponadto pory turkusu, co stanowi zabezpieczenie przed zabrudzeniem i działaniem kosmetyków oraz innych substancji chemicznych, na które jest ten kamień wyjątkowo wrażliwy. Stosowanie owej metody jest możliwe tylko w odniesieniu do najcenniejszych kamieni. Tym samym nie zachodzi obawa, że uszlachetniło się materiał mniej wartościowy. Metoda ta jest przyjęta i powszechnie uznawana, więc parafinowane turkusy wolno wprowadzać bez ograniczeń do handlu. Jako turkusy ,,utwardzone” określa się te, które zostały potraktowane sztucznymi substancjami utwardzającymi. Tym sposobem ulepsza się kamienie mocno zwietrzałe i tym samym miękkie, których wprowadzenie do handlu bez zabiegu utwardzenia byłoby niemożliwe.

Zdarza się też materiał posiadający plamy. Takie odmiany turkusu należy dodatkowo barwić. Obecnie do wykonywania tego zabiegu stosuje się farby organiczne i cienką warstwę ciekłej sztucznej żywicy. Tak spreparowane kamienie poddaje się działaniu podciśnienia, a potem ciśnienia rzędu 30 atmosfer. To ,,wtłaczanie” i utrwalanie barwy trwa 24 godziny. Pomimo to zadowalające wyniki osiąga się tylko w nielicznych małych kawałkach. Większa część kamieni bywa zabarwiona niejednolicie do głębokości od 4 do 5 mm.

W USA rozwinięto nowe technologie po to, by turkusy z własnych złóż zabarwiać jednolicie i całkowicie w kawałkach 5 centymetrowych. Wykrycie takich działań jest bardzo łatwe. Wystarczy z danej partii kamieni wybrać jeden, a następnie poddać go rozdrobnieniu (rozkruszeniu). Otrzymane drobne kawałeczki podgrzewamy następnie w probówce. Jeśli mamy do czynienia z kamieniem ulepszonym, a nie naturalnym, po pewnym czasie zauważymy, że z probówki ulatnia się silnie cuchnący zapach, a na jej górnych brzegach pojawia się igiełkowaty nalot. Jest to metoda skuteczna, ale niestety niszcząca. Jeżeli chcemy przeprowadzić badanie prowadzące do tego samego celu bez niszczenia kamienia, to mamy do naszej dyspozycji dwie inne metody. Pierwsza z nich wymaga badań w podczerwieni, druga nie wymaga specjalistycznego przyrządu i może być stosowana powszechnie. Badany kamień poddajemy bowiem działaniu rozpuszczalników, takich jak chociażby aceton. Pod ich wpływem kamienie ulepszane przy użyciu sztucznych tworzyw odbarwiają się, niekiedy też pęcznieje ich powierzchnia i staje się lepka.

TURKUSY MATRYCOWE

Turkusy naturalne mają albo zabarwienie jednolite (homogeniczne), albo mają na swej powierzchni żółtobrunatne, brunatne lub czarne żyłki przerastające kamień. Taką odmianę nazywa się turkusem matrycowym, która jest doceniana przez laików uważających, że żyłki i przerosty stanowią dowody naturalności i prawdziwości turkusów. Z uwagi na brak ich dostatecznej ilości w przyrodzie nanosi się lub wprowadza te żyłki sztucznie. Osiąga się to dwoma metodami:

Czarnym tuszem nanosi się „żyłki” liniami celowo prowadzonymi nierówno. Pod mikroskopem można bardzo łatwo zauważyć, że jest to materiał podrobiony, gdyż tusz zasycha w bardzo drobne kuleczki. Przy kamieniach rozpołowionych widać ponadto, że „żyłki” występują tylko na powierzchni. W głębi kamienia nie ma nawet ich śladu. Naniesione na powierzchni „żyłki” trzymają się bardzo dobrze, a ich usunięcie jest praktycznie możliwe tylko za pomocą drapania i wyskrobywania.

W regionach północnoamerykańskich sztucznie wytwarza się konkretnie określone turkusy „matrix”. W rysach powstałych na zwietrzałych powierzchniach turkusu umieszcza się cienkie żyłki drobnych ziarenek kwarcu, które podczas szlifowania lub polerowania wypadają i pozostawiają mniejsze lub większe rowki. Takie turkusy, zanim trafią do handlu zostają odpowiednio obrobione, to znaczy rowki zostają wypełnione cementem zabarwionym na czarno. Linie takich turkusów są nienaturalnie twarde i fachowiec bez trudu rozpozna tę manipulację.

IMITACJE TURKUSÓW

Obok „uszlachetnionych” turkusów istnieje cały szereg imitacji turkusopodobnych, których nawet fachowiec (bez przeprowadzenia odpowiednich badań) nie rozpozna. Różnią się najbardziej od turkusu gęstością wahającą się w granicach 2,50 g/cm3, podczas gdy gęstość jubilerskich odmian turkusu naturalnego nie jest niższa niż 2,60 g/cm3.

Już na przełomie XX wieku udało się w Wiedniu wykonać imitację turkusu o wysokich walorach jubilerskich. Wprowadzono ją do handlu pod nazwą „wiedeński turkus”. Składa się on z wodorotlenku glinu, kwasu fosforowego oraz malachitu i azurytu – jako komponentów barwiących. Substancje te po rozdrobnieniu i wymieszaniu podgrzewa się do temperatury 100°C i prasuje pod wysokim ciśnieniem.

Jeszcze bardziej łudzący substytut udało się stworzyć pewnemu chemikowi z Hamburga. Imitacja ta została wprowadzona do handlu pod nazwą „Hamburger Türkis” (turkus hamburski). Oprócz substancji chemicznych zastosowano tu sztuczną żywicę i podobnie jak turkus wiedeński prasowano pod dużym ciśnieniem i w temperaturze 100°C. Produkuje się go w postaci „matrix” lub jednolitego materiału. Ta pierwsza odmiana posiada dodatkowo domieszkę wodorotlenku żelaza. Linie (żyłki) są twardsze od pozostałych części materiału, który jest wyjątkowo piękny i nawet na powierzchni przełamania pokazuje zagęszczone zygzakowate węzły.

Kilka lat temu kupcy zlecili szczegółowe badanie kamieni o szlifach kaboszonowych, których coraz więcej zaczęło pojawiać się na rynku. Posiadały one delikatny rysunek linii „matrix” oraz przepiękne barwy. Ze względu na gęstość przekraczającą 3,00 g/cm3 wiadomo było, że nie jest to turkus. Zdjęcia rentgenowskie w sposób jednoznaczny przedstawiły refleks typowy dla minerału magnezytu. Następnie przecięto jeden z kamieni i okazało się, że był on sztucznie barwiony. Intensywność koloru od zewnątrz do środka malała, by w centrum całkowicie zaniknąć. Producent, zapytany o pochodzenie tych kamieni, odpowiedział, że surowiec pochodzi z południowej Afryki i występuje w skupieniach nerkowato–groniastych. Podobny materiał można spotkać w Alpach austriackich (Kärsten).

Szczególne miejsce wśród turkusowych imitacji zajmują turkusy rekonstruowane. Odpady z obróbki turkusu miele się na pył i poddaje zabiegom chemicznym, mającym na celu usunięcie żelaza, tlenków manganu, pirytu oraz kwarcu. Żelazo oraz część manganu wytrącano dawniej przez działanie kwasów niszczących niestety i sam turkus. Obecnie eliminowanie tych metali i ich związków odbywa się na drodze biologicznej. W tym celu pył powstały po zmieleniu odpadów miesza się na papkę, wprowadzając pewną kulturę grzybni odżywiającą się związkami żelaza. Proces uszlachetniania trwa przez to nieco dłużej, lecz straty czystego turkusu są minimalne w porównaniu do metod z zastosowaniem kwasów. Oczyszczony pył turkusowy miesza się z fosforanem miedzi i odrobiną tworzywa sztucznego, a potem prasuje pod wielkim ciśnieniem w temperaturze 100°C. Rekonstruowany turkus produkuje się też w postaci „matrix”.

Tak otrzymanej imitacji turkusu nie można odróżnić od kamienia naturalnego nawet przy pomocy badań rentgenowskich. Tylko bardzo cienko szlifowany preparat pod dużym powiększeniem ukaże różnice. Pojawią się wówczas struktury załamań, tak zwane igiełki turkusu. Rekonstruowany turkus „matrix” można łatwo rozpoznać dzięki dziwnie regularnemu, kubiczno – siatkowemu przebiegowi linii „matrix”.

TURKUS SYNTETYCZNY

W literaturze przedmiotu do roku 1970 poszukiwanie informacji na temat syntetycznych turkusów okaże się daremne. Takich kamieni po prostu nie było. Dopiero w latach 80. ubiegłego wieku udało się przeprowadzić taką syntezę i podjąć produkcję. Dokonała tego francuska firma Gilson. Syntetyczny turkus posiada intensywną czystoniebieską barwę. Ponadto powierzchnia kamieni wykazuje minimalną porowatość. Potwierdzeniem zwięzłej budowy syntetycznego turkusu jest też oglądanie jego próbek podświetlanych od dołu silnym światłem. Strumień promieni skierowanych bezpośrednio na dolną część kamienia pozwala zaobserwować przeświecenia tych kamieni, nawet jeśli ich grubość dochodzi do 10 mm. Jest to zarazem ważna cecha rozpoznawcza, pozwalająca na odróżnienie materiału syntetycznego od naturalnego turkusu, który nigdy nie przepuszcza światła. Dodatkowo znaleziono jeszcze linie, które w kamieniach naturalnych nie występują. 

Turkus, w handlu bardzo lubiany kamień, nie cieszy się sympatią u gemmologów z uwagi na to, że tylko pracochłonne badania prowadzą do pewnych diagnoz, wykluczając pomyłki.

MAGAZYN