MAGAZYN BRANŻY GEMMOLOGICZNEJ I JUBILERSKIEJ

Żargon jubilerski podważa wiarygodność dokumentów certyfikacyjnych

Przy rozpatrywaniu pozwów przez Sądy Konsumenckie i Sądy Powszechne, wniesionych z powództwa konsumentów, którym placówki handlowe nie uznały zasadności reklamacji na kwestionowaną przez nich jakość biżuterii, bardzo częstym zjawiskiem, jakie pojawia się obok zagadnień o charakterze technologicznym, wyłaniają się problemy natury techniczno–prawnej. Te ostatnie wynikają najczęściej z niefrasobliwości osób wystawiających certyfikaty jakości, wskutek czego dochodzi do paralogicznych zapisów w tych dokumentach, polegających na pomieszaniu pojęć z zakresu metrologii i probiernictwa.

Często pojawiającym się paralogizmem z zakresu metrologii (nauki o miarach) jest synonimiczne utożsamianie terminów waga i masa wyrobu. Ten wadliwy żargon językowy zawarty w certyfikatach wykorzystywany jest skwapliwie przez pełnomocników konsumentów, jako dowód na niewiarygodność takiego dokumentu, a w ślad za tym powstaje wrażenie pseudofachowości osoby, która taki dokument wystawiła.

Pełnomocnicy konsumentów w takich sytuacjach powołują się na przepisy metrologiczne (przepisy wykonawcze do ustawy o miarach). Te zaś jednoznacznie określają, że waga to urządzenie do pomiaru masy lub ciężaru ciał. Pełnomocnicy sarkastycznie wskazują, że już uczeń szkoły podstawowej posiada wiedzę (uzyskaną na lekcjach fizyki), jaka jest różnica znaczeniowa między terminami: waga i masa. Dlatego, ich zdaniem, budzą irytacje takie błędy semantyczne zawarte w dokumentach certyfikacyjnych, sporządzonych przez osoby nazywające się rzeczoznawcami lub ekspertami.

Kolejnym paralogizmem polegającym na pomieszaniu pojęć jest wadliwe liczbowe zapisywanie próby określającej zawartość metalu szlachetnego w wyrobie jubilerskim. Lapsus językowy polega tu na tym, że zamiast wyrażać tę próbę liczbowo w częściach tysięcznych na przykład 0,585, zapisuje się ją jako liczbę trzycyfrową 585. Ten często popełniany błąd semantyczny wykorzystywany jest również przez pełnomocników konsumentów oraz samych konsumentów o wykształceniu matematyczno–fizycznym do podważania wiarygodności dokumentów certyfikacyjnych.

Argumentacja z ich strony jest taka, że skoro osoba, która sporządziła taki dokument nie odróżnia liczb dziesiętnych od liczb całkowitych to, nie ma gwarancji, że zawarte w takim dokumencie inne dane o właściwościach certyfikowanego wyrobu jubilerskiego są wiarygodne. Natomiast wskazywanie przez obrońców sprzedawców, że sposób zapisu prób w postaci liczb całkowitych trzycyfrowych widnieje na cechach probierczych uznaje się, jako argument chybiony. Świadczyć to ma o niedostrzeganiu różnicy między znakiem probierczym w postaci cechy probierczej, a sposobem określania liczbowo w częściach tysięcznych prób wyrobów z metali szlachetnych wyszczególnionych w art. 24 ust. 1 ustawy o prawie probierczym. Ta różnica znaczeniowa, jaka zachodzi w symbolicznym oznaczaniu próby na cechach probierczych a liczbowym zapisem tej próby w tekstach dokumentów jest taka, że liczba trzycyfrowa uwidoczniona na cechach probierczych (dotyczy to wyłącznie wyrobów ze stopów platyny, palladu i srebra) stanowi kod, informujący o zawartości metalu szlachetnego w wyrobie, a nie jego zapis matematyczny w postaci liczby dziesiętnej.

Do innych zarzutów, jakie pełnomocnicy konsumentów stawiają zapisom zawartym w certyfikatach, należy brak dodatkowej informacji, według jakiej skali dana cecha jakościowa została oceniona. Na tę okoliczność poza przepisami metrologicznymi, pełnomocnicy konsumentów powołują się również na przepisy o ochronie praw konsumentów m.in. na ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej, która zobowiązuje sprzedawcę do udzielenia kupującemu jasnych i zrozumiałych informacji o właściwościach danego towaru. Dotyczy to w szczególności oceny barwy i czystości brylantów. Według pełnomocników konsumentów zapisywane w certyfikatach stopnie barwy i czystości w postaci symboli literowo–cyfrowych powinny być uzupełniane informacją, według jakiej skali te cechy jakościowe zostały ocenione. Chodzi o to, aby cechy jakościowe były zapisywane w certyfikatach w następującej formie np. H wg skali GIA lub SI1 wg skali IDC. Oczywiście tego typu uzupełnienia symbolicznych oznaczeń barwy i czystości można pominąć, jeśli w dokumencie certyfikacyjnym zawarte zostały dodatkowe objaśnienia, co oznaczają poszczególne symbole.

I na koniec tych relacji z uczestnictwa w kilkunastu rozprawach sądowych z udziałem konsumentów wypada zasygnalizować jeszcze jeden ważny problem, jakim jest rodzaj języka używanego przy sporządzaniu dokumentów certyfikacyjnych. Chodzi tu o częste naruszanie przepisów ustawy z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim, w której postanawia się, że język polski jest językiem urzędowym, którym powinny posługiwać się m.in. organizacje społeczne, zawodowe i inne podmioty wykonujące zadania publiczne. Dlatego sporządzanie certyfikatów lub ekspertyz w innym języku niż polski uznane jest za czyn prawnie zabroniony. Z tego powodu przepis art. 15 ustawy o języku polskim stanowi, że kto na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej w obrocie z udziałem konsumentów stosuje wyłącznie obcojęzyczne nazewnictwo towarów lub usług albo sporządza w języku obcym informacje o właściwościach towarów lub usług dla konsumentów podlega karze grzywny. Stąd ogólna konkluzja, że aby uniknąć popełnienia wykroczeń przeciwko wiarygodności dokumentów certyfikacyjnych, które jak się okazuje mają znaczenie prawne, należy uwolnić się od nabytego żargonu jubilerskiego oraz wyzbyć się serwilistycznego stosunku do obcojęzycznego nazewnictwa. Bo, jak pisał swego czasu ojciec literatury polskiej Mikołaj Rej z Nagłowic, Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

MAGAZYN